Śmiałość z wiarą

Biznes

Zastanówmy się teraz nad sytuacją Apostołów, którzy, gdy już postanowili wykorzystać wszystkie swoje możliwości, muszą podjąć się zadania rozdawania czegoś, co jest oczywiście niewystarczające dla dużej rzeszy. Nie jest łatwo zrozumieć, jak wydarzył się cud. Cuda innego rodzaju mogą być może bardziej zaskakujące, ale łatwiej je sobie wyobrazić: Jezus kładzie rękę na człowieku, wypowiada kilka słów, a chory odzyskuje utracone zdrowie. Tutaj jednak nie jest łatwo wiedzieć, co dokładnie się wydarzyło, ponieważ sprawy mogły potoczyć się inaczej (por. św. Jan Chryzostom, Homiliae in Matthaeum , hom . 49, 2-3; św. Hilary, In Matthaeum. religia w internecie

Możliwe, że sterta kawałków, na którą Jezus podzielił pięć bochenków i dwie ryby, gwałtownie wzrosła, a to, co wcześniej było małe, stało się przeobfite, ku zdumieniu Apostołów. Rzeczywiście, możliwe, że tak się działo; istnieje jednak inna, mniej spektakularna możliwość , która pomaga nam z większą jasnością dostrzec fundamentalną naukę, którą prawdopodobnie Chrystus chciał przekazać swoim uczniom i wszystkim tym, którzy, jak my, podążali za Nim przez wieki.

Jezus chciał, aby apostołowie mieli takie doświadczenie

Być może zdarzyło się, że Pan dał niektórym Apostołom część kawałków chleba i zaczęli je rozdzielać wśród tłumu. Stopniowo jednak zdadzą sobie sprawę z cudu: wystarczyło dla wszystkich, a nawet dla wielu pozostałych kawałków. Nawet manny nie można było przetrzymać na noc : Bóg chciał, aby ci, którzy otrzymali ten pokarm, dobrze wiedzieli, że jest to dar Boży i zawierzyli się Mu, zamiast szukać wyłącznie ludzkiego bezpieczeństwa. Być może Jezus chciał, aby apostołowie mieli takie doświadczenie.

Niektórzy z obecnych zrozumieli, co się stało, i byli zaskoczeni i podziwiani. Dla Apostołów była to wyraźna lekcja wiary. Kilka miesięcy później Pan poprosi ich, aby podjęli się zadania zatroszczenia się o brak formacji milionów dusz: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu . Niewątpliwie na ich barkach ciążyło zadanie, które było poza ich możliwościami: kim oni byli? Co mogli zrobić? Czy nie byłoby rozsądniej stawiać sobie cele w ich zasięgu?

Ale wtedy apostołowie zapamiętają wszystko, czego doświadczyli.

Będą pamiętać, że Pan poprosił ich, aby policzyli dostępne środki; równie trudno było mu nakarmić ten tłum pięcioma bochenkami lub żadnym, ale chciał nauczyć, że muszą wszystko położyć ze swojej strony. Będą się zastanawiać, czy nie pozwolił, by brak środków zredukował cel, który zamierzał osiągnąć; że nie ograniczył się do udzielania pomocy symbolicznej, która nie rozwiąże problemu.

Będą też pamiętać, że ich środki zawsze były skąpe… ale ostatecznie zawsze wystarczały. Ostatecznie przekonają się, że warunki, w jakich się znaleźli, nigdy nie byłyby decydujące – co w każdym razie należało zbadać – ale moc Boga i potrzeby dusz.

My, chrześcijanie, musimy czuć się zaangażowani w Boże pragnienie dusz we wszystkich środowiskach i we wszystkich działaniach. „Musimy postawić Chrystusa na szczycie wszelkich ludzkich działań”. Nie możemy odłożyć rozpoczęcia tego zadania, dopóki nie będziemy mieli wszystkich bochenków potrzebnych do nakarmienia tłumu; nie możemy stawiać sobie małych celów w pomaganiu innym, nawet jeśli wtedy – w rzeczywistości – będziemy zmuszeni iść małymi krokami, aż osiągniemy wielkie cele.

Kiedy stawiamy sobie wzniosłe i hojne cele, łatwo jest nam zauważyć dysproporcję między naszymi możliwościami a tym, czego naszym zdaniem oczekuje Pan, i że doświadczamy pewnego zawrotu głowy, poczucia bezradności i niepewności, których nie powinniśmy uważać za dowód … słabości wiary. Wręcz przeciwnie, jest to prawdopodobnie dowód na to, że miłość Boża popycha nas poza naszą małość. To uczucie niepokoju, dalekie od zaprzeczenia wielkoduszności, nadaje sens nadziei, bo tam, gdzie jest absolutna pewność, nadzieja nie może istnieć.

Optymizm

Wiara, z jaką Pan oczekuje od nas pracy, nie polega zatem na pewności, że nasze przymioty się pomnożą. Polega raczej na oddaniu naszych pięciu bochenków na służbę Bogu, na działaniu tak, jakby te bochenki były wystarczające, nawet jeśli działając nadal będziemy odczuwać swoje ograniczenia. Życie wiary nie ukazuje się w uczuciach, ale w uczynkach, nawet wtedy, gdy uczucia wydają się zaprzeczać podstawowym pewnikom, na których opierają się wszystkie nasze czyny.

Chrześcijański optymizm nie jest słodkim optymizmem ani nie jest ludzką wiarą, że wszystko będzie dobrze. To optymizm, który ma swoje korzenie w świadomości wolności i w bezpieczeństwie mocy łaski; nas samych, aby w każdej chwili starać się odpowiadać na Boże wezwania”.

Wiara chrześcijanina nie jest naiwnością kogoś, kto nie podejmuje trudności i dlatego ufa, że ​​wszystko pójdzie dobrze. Wręcz przeciwnie, wiara rodzi optymizm „zakorzeniony w świadomości wolności”, to znaczy, który podtrzymuje i karmi się świadomością, że coś może pójść źle, a czasem nawet się nie uda, ponieważ ludzka wolność — nasz i innych – nie zawsze będzie szukał tego, czego chce Bóg.

Dlatego jest to „optymizm, który skłania […] do dążenia do nieustannego odpowiadania na Boże wezwania”, chociaż wiemy, że nawet w ten sposób nie będziemy pewni, że wszystko pójdzie dobrze.

Dodaj komentarz